Zima w Wiosence Rozdział 1

7/03/2026

Zima w Wiosence Rozdział 1

 Kocham lato, ale te upały solidnie dały się we znaki. Dopiero dzisiaj po dłuższej przerwie znowu wróciłam do swoje powieści bo już stęskniłam się za  bohaterami:) A historia nabiera kolorów. Coś się tworzy, a ja lubię ten moment, kiedy powieść żyje własnym życiem.

Dzisiaj na ochłodę mam dla Was pierwszy rozdział Zimy w Wiosence. Prolog wrzuciłam tutaj: http://www.starepianino.pl/2026/01/zima-w-wiosence-prolog.html. Ale zanim, to mam dwie informacje. Niekoniecznie dobre.

- Nadal szukam wydawnictwa dla "Zimy w Wiosence" i z każdym dniem tracę nadzieję, że ktoś się odezwie. 

- Moja nowa książka, która miała mieć swoja premierę w październiku właśnie w tym czasie premiery mieć nie będzie. Najnowszy termin to styczeń. Ale konkretów nie znam. 

Tak to wygląda. Każdego dnia muszę się starać, żeby nie utonąć a tym literackim świecie. I nie zawsze mi się to udaje, ale próbuję jeszcze raz i jeszcze. Jak długo starczy sił? Zobaczymy. A teraz usiądźcie wygodnie i przenieście się ze mną do wiosenkowego świata. Tam zawsze wszystko jakieś łatwiejsze:)



Zima w Wiosence - Rozdział 1

Kilka miesięcy później.

 

Śnieg padał coraz mocniej pokrywając drzewa i dachy domów. Śnieżynki chociaż coraz grubsze, spadały wolno, jakby szybko nie chciały zakończyć swojego tańca. Wirowały na lekkim wietrze wesoło, zapowiadając piękną zimę, jak z bajki. Nie często teraz zdarza się taka zima i mieszkańcy Wiosenki przyglądali się temu spektaklowi. Największą radość miały dzieci. Z przyklejonymi do szyby buziami patrzyła na taniec śnieżynek. I planowały zabawy na śniegu. Dorosłym również udzielał się ten nastrój. Chociaż nie wszystkim.

Wioska powoli otulała się śniegiem, światła w domach zapalały, w kominkach trzaskał ogień i mogło by się wydawać, że życie w tej małej wiosce jest sielankowe. Mieszkańcy żyją spokojnie, według pór roku, blisko z naturą. Czego do szczęścia można chcieć więcej?

Śnieg otulał Wiosenkę i trudno w to uwierzyć, że tak niedawno przez pewien pensjonat przetoczyła się ogromna awantura.

 

                                                                       ***

 

Ada siedziała właśnie w pensjonacie i przeglądała dokumenty. Był wieczór, śnieg sypał coraz bardziej. Zaraz pójdę do domu, Tomek pewnie napalił w kominku - pomyślała i się uśmiechnęła. Lubiła swoje życie. A i pensjonat świetnie prosperował.

Mieli już pierwsze rezerwacje na ferie. W czasie świąt rodzina miała taką tradycje, że nie przyjmują gości. Święta robili tylko dla siebie i dla przyjaciół. W tym roku też nie będą tego zmieniać. Oprócz świąt cały czas zgłaszał się ktoś chętny, żeby spędzić czas w pensjonacie, w ciszy, spokoju, blisko lasu i natury. Tak to moje miejsce na ziemi, pomyślała Ada. Posprzątała dokumenty, zgasiła główne światło. Rodzice już pewnie spali i nie chciała ich budzić. Ubrała wełniany płaszcz i wyszła na taras. Stała chwilę rozkoszując się ciszą, padającym śniegiem i świeżym leśnym powietrzem. Zamknęła na chwilę oczy i...

- Jak dobrze, że cię jeszcze zastałam! - usłyszała nagle zziajany głos obok siebie.

Otworzyła oczy lekko zdumiona. Przed nią stała Dorota, zasapana, jakby biegła. Ostatnio coraz rzadziej miały okazję się widywać. Siostra robiła karierę. Obracała się w wielkim świecie i coraz częściej zapominała o rodzinnym biznesie. Zresztą wyglądała teraz inaczej, tak bardziej luksusowo. Jasne  włosy wystawały jej spod wełnianej czapki. Na sobie miała gruby, czarny płaszcz. Z daleka wyglądał na dość drogi, z metką znanej firmy. Spod płaszcza wyglądały długie kozaki w panterkę. I to na dużym obcasie! Od kiedy Dorocie zmienił się tak gust, pomyślała Ada przyglądając się bacznie siostrze. Od zawsze twierdziła, że ubrań w panterkę nigdy nie założy, a tu proszę. I kiedy zdążyła przefarbować włosy? Na blond? Niesamowite!

- Coś się stało? Kiedy przyjechałaś? - zapytała nie spuszczając Doroty z oczu. Była czymś bardzo podekscytowana i znając ją musiała się tą wiadomością z kimś szybko podzielić.

- Dzisiaj, właśnie niedawno. Albert był tak miły, że podrzucił mnie do domu. Jechał dziś do Zamościa więc tak po drodze. Ale jutro muszę wracać znowu. Więc pomyślałam, że na chwilę wpadnę i może... pogadamy. - ostatnie słowo wypowiedziała tak niepewnie. Jakby spodziewała się, że Ada jej odmówi.

- Pewnie. Możemy chwilę pogadać. Chodź do środka napijemy się gorącej herbaty.

Siostry weszły do przestronnej kuchni. Ada od razu nastawiła wodę na herbatę. Dorzuciła do dzbanka trochę goździków, plasterki pomarańczy i cytryny. Na koniec dolała soku malinowego. Ucieszyła się, że chociaż trochę spędzi czasu z siostrą. Brakowało jej tych wspólnych chwil, wspólnej pracy. Czasami wydawało jej się, że ich drogi zaczynają się rozchodzić. Dorota w ciągu tych kilku miesięcy, odkąd podpisała umowę z Albertem Wiśniewskim, bardzo się zmieniła. Ale czy na lepsze? Tego Ada nie była taka pewna.

- To zamieniam się w słuch - Ada siadła naprzeciwko Doroty, od której bił ładny zapach drogich perfum. Do tego koloru włosów będę się musiała przyzwyczaić, pomyślała.

- Ostatnio jestem bardzo zaganiana i nie mam nawet kiedy wrócić do domu. Ale chciałam wam powiedzieć to osobiście. Łukasz już wie.

- O czym ty mówisz? - Ada rozlała herbatę do kubków, wzięła swój w dłonie bo nagle poczuła jakiś dziwny chłód.

- Dobra, powiem od razu. Wiecie, że książka „Tamten dzień” odniosła niebywały sukces. Duża w tym zasługa Alberta. Muszę przyznać, że facet zna się na rzeczy.

- Myślałam, że i tak odniosła, zanim tego Alberta poznałaś - stwierdziła Ada z przekąsem.

- No tak, ale nigdy książka nie osiągnęła by takiego rozgłosu gdyby nie ta współpraca i...

- I?

- A tak, więc dostałam propozycję sfilmowania mojej powieści. Super co! ? - zapiszczała uradowana.

- Naprawdę?

- No tak, Albert ma dużo znajomości , umie zagadać z kim trzeba. Ada, to moja wielka szansa, rozumiesz!

- No tak, rozumiem, gratuluję, ale...

- Wiesz, ja nawet o tym nie marzyłam. Fakt, chciałam pisać, chciałam, żeby książki się sprzedawały i tak dalej, ale film? Tego się nie spodziewałam. Miałaś nosa.

- Do czego?

- Do tego, żeby podpisać umowę z Albertem. Super nam się współpracuje. On mnie rozumie jak nikt. W branży jest najlepszy. Ale Ada to dopiero początek. Tak obiecuje Albert. Nawet sobie nie wyobrażasz jaka jestem szczęśliwa! W końcu czuję, że jestem we właściwym miejscu w swoim życiu.

- To wcześniej nie byłaś? - Ada upiła gorącej herbaty i chociaż to była jej ulubiona to jakoś smaku nie poczuła. Nie podobała jej się ta cała rozmowa. Nie podobała jej się ta nowa Dorota. Nie poznawała własnej siostry.

- Oj byłam, byłam. Ale wiesz, teraz żyję tak bardziej, rozumiesz?

- Jakoś nie bardzo.

- Bo ty tylko siedzisz w jednym miejscu. Ta wioska całkowicie cię wciągnęła. Pensjonat, goście, sprzątanie, rezerwacje i tak rok w rok. A nawet nie wiesz jaki świat może być ciekawy. Pełen możliwości. Na przykład w Warszawie...

- A Łukasz już o tym wie? - przerwała siostrze nagle.

- No tak, mówiłam mu, ale on jest taki jak ty. Chyba mnie nie rozumie. To znaczy cieszy się, że robię karierę i w ogóle bardzo mnie wspiera, ale on by wolał, żebym nie wyjeżdżała. A tak się nie da niestety. Żeby coś osiągnąć to trzeba się ruszyć z tej prowincji.

- Myślałam, że tutaj dużo osiągnęłyśmy.

- Oj tutaj sama wiesz jak jest. Wioska, brak perspektyw na rozwój, dobrą szkołę dla dzieci. Teraz wszystko widzę inaczej. Albert otworzył mi oczy na wiele spraw i...

- To kiedy znów wyjeżdżasz?

- Jutro po śniadaniu. Albert mnie zabierze do Warszawy bo mamy spotkanie z ludźmi z branży filmowej. Musimy obgadać warunki. Albert wywalczy najlepszą umowę, jemu mogę zaufać. A później mam kilka spotkań autorskich. Wiesz, grudzień jest zawsze intensywny. I trochę mnie nie będzie, rozumiesz?

- A Małgorzata o tym wie?

- A co  Małgorzata ma do tego?

- Myślę, że dużo. Książka jest oparta na faktach. Opisałaś historię Małgorzaty na jej prośbę. A myślisz, że ona zgodzi się na to, żeby wszystko zostało sfilmowane?

- Ada, to moja książka. Ja ją napisałam, wypromowałam. Nie potrzebuję niczyjej zgody.

- Wypadało by jednak zapytać...

- Pytać o zgodę na pewno nie będę, poinformuję ją niedługo. Ma prawo wiedzieć, ale zrobię jak zechcę. Takiej okazji nie można zmarnować. Tak mówi Albert.

- Tak mówi Albert, a ty? Sama nie potrafisz myśleć? - Ada zaczęła się denerwować.

- O co ci chodzi? Zazdrościsz mi?

- Żartujesz?

- Nie, mówię poważnie. Ja przychodzę do ciebie, znajduję czas żeby pogadać, żeby mieć twoje wsparcie, a ty nic. Tylko przeszkody wynajdujesz. Spełniam swoje marzenia i nawet dobrego słowa nie usłyszałam. Zazdrościsz mi Ada.

- Ta rozmowa nie ma sensu - Ada wstała i zaczęła szykować się do wyjścia.

- Wiedziałam - Dorota zaśmiała się nieprzyjemnie. Jak nie ona. - Tak, ty mi zazdrościsz.

- A niby czego?

- Tego, że mam lepsze życie od ciebie. Że mi się udało. Zobacz tylko na siebie. Kiedy ostatnio byłaś u fryzjera? Kiedy u kosmetyczki, kiedy kupiłaś sobie nowe ubrania? Byłaś może ostatnio w kinie? W teatrze? Zapuściłaś się siostra. Po zimie wykupię ci karnet na siłownię, bo...

- Dość tego Dorota. Nie będziemy tak rozmawiać. To ty spójrz na siebie. Nie jesteś taką dziewczyną jak kiedyś.

- Oczywiście, że nie jestem i wiesz co? I nie mam już zamiaru być. A tobie dobrze radzę, żebyś się za siebie wzięła. Lata lecą siostra.

- Dorota wyjdź zanim powiem coś , czego będę żałować.

Ada trzęsła się cała ze złości.

- Wiesz, prawda czasami w oczy kole czy jakoś tak.

- Wyjdź!!!

Dorota zarzuciła na siebie markowy płaszcz, poklepała Adę lekceważąco po ramieniu i wypadła z pensjonatu. Nagle też zadzwoniła jej komórka. Poszła pośpiesznie w stronę swojego domu.

Ada stała chwilę i nie mogła dojść do siebie. Co to było przed chwilą? Co stało się z jej siostrą? Usiadła na chwilę, żeby uspokoić oddech. Serce waliło jej jakby miało wyskoczyć z piersi. Jeszcze nigdy tak się z siostrą nie pokłóciła. Różnie między nimi bywało, ale zawsze się wspierały, dogadywały. To co się przed chwilą wydarzyło mogło by się wydawać tylko koszmarnym snem. Gdyby tylko nie pozostał zapach tych perfum.

Jak to się zaczęło

6/11/2026

Jak to się zaczęło

 Nigdy nie planowałam, że będę pisarką. Książki kochałam od chwili, kiedy nauczyłam się czytać. Kochałam czytać, pisać nie planowałam. Przed ostatnim spotkaniem autorskim zastanawiałam się od kiedy to się zaczęło, to całe moje pisanie. Bo na pewno nie od momentu napisania pierwszego rozdziału w swojej debiutanckiej książce. Tak po prostu od miłości do książek, myślałam. Ale to nie jest cała prawda. Zaczęło się właśnie do tego miejsca. Od tego bloga. 


A można powiedzieć, że jeszcze wcześniej, bo od rękodzieło. Blog powstał, żebym miała gdzie pokazywać swoje prace. I na początku bałam się pisać. Dlatego dawałam same zdjęcia swoich prac i jednym czy dwoma zdaniami wyjaśnienia. Bo co można pisać więcej? A jak napiszę coś głupiego? A jak ktoś skrytykuje?

Chowałam się za zdjęciami swoich prac, ale po jakimś czasie chciałam czegoś więcej. Nie tylko jednego zdania: Dzisiaj zrobiłam deseczkę. Zaczęłam pisać o rękodziele po prostu. O tworzeniu, o sprzedawaniu, o jarmarkach, w których brałam udział. Zaczęłam dzielić się swoimi doświadczeniami i dużą radość sprawiło mi to, że ktoś mnie czyta, że komentuje, że pod postami wywiązują się dyskusje. To chyba w tamtych momentach zaczęłam kochać pisanie:)

Gdzieś tam w środku mnie pojawiała się myśl, że fajnie byłoby trzymać swoją książkę w rękach. Stworzyć coś innego, nie tylko rękodzieło, ale historię, która porwie czytelników. Ale jak mam napisać, kiedy ja nie umiem? To przecież strasznie trudne. A ja mam małe dzieci w domu, dużo obowiązków, a o spokoju i ciszy to mogę tylko pomarzyć. Więc może kiedyś, dzieci wyjdą z domu, a ja w ciszy, spokoju i nadmiarem wolnego czasu będę sobie pisać. Tak starałam siebie tłumaczyć, ale jak czytałam już książki, to nie patrzyłam tylko na historię, ale też na to jak książka jest zbudowana. Na postacie drugoplanowe, na tło. I pewnego dnia przyszło do mnie pewna historia. I powstała "Galeria spełnionych marzeń". A później kolejne. I tak sobie piszę, chociaż wcale nie umiem:) 

A skąd biorą się pomysły na książki? Zawsze mówiłam, że inspiracją może być wszystko i to prawda. Ale zazwyczaj to historie do mnie przychodzą i domagają się spisania. Jak to wyjaśnić, nie wiem! Ale lubię to kiedy taka opowieść już gdzie stoi u drzwi. I właśnie taka jedna stanęła. I co mi pozostało, spisać ją muszę:)


Zaczynam nową przygodę, która nie będzie łatwa. Jak zawsze wzloty i upadki i ta myśl, czy ja w ogóle potrafię pisać? Czy tym razem dam radę? I czy znajdę środki na wydanie moich książek? 

Pytania na razie bez odpowiedzi. Jedno wiem na pewno. Chcę pisać, a gdzie mnie to zaprowadzi? 

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie pisania ,wydawania książek to piszcie w komentarzach. Jak pytań się nazbiera więcej to zrobię osobny post.

A jeśli chcecie wesprzeć moją literacką przygodę to możecie postawić mi kawę. 

https://buycoffee.to/starepianino

Przyda się każda złotówka bo coraz bardziej widzę, że wydanie książek będzie w moim  własnym zakresie i do tego się przygotowuję. 

Chcecie rozdziały moich książek na blogu? Piszcie:)

Pozdrawiam


P. S.

Pierwsze zdjęcie stworzone oczywiście przez AI. Trochę książek mi dodała ta inteligencja. Tytuły całkiem całkiem, może kiedyś wykorzystam:))))))

Okruchy literackiej codzienności

5/21/2026

Okruchy literackiej codzienności

 Tydzień minął od mojego spotkania autorskiego i emocje powoli opadają. Jestem osobą, która bardziej woli pisać niż mówić, ale spotkanie uważam za bardzo udane. Stres był oczywiście, ale szybko przeszedł. Atmosfera była cudowna, porozmawialiśmy o książkach, o planach na przyszłość. Nawet nie wiedziałam kiedy czas tak szybko minął. A na koniec dostała ogromny bukiet kwiatów:) Czułam się ogromnie doceniona i w takich chwilach wyraźnie widzę, że moje pisanie ma sens. Pomimo przeciwności, tak jak szukanie wydawnictwa, brak weny czy brak czasu. 







Spotykałam się ostatnio z pytaniami, gdzie można przeczytać moje wcześniejsze książki, czy można je gdzieś kupić. I ze smutkiem zawsze odpowiadam, że nie są już dostępne, tylko wersja elektroniczna, która też będzie tylko dostępna do końca maja. A potem książki zniknął. Można liczyć tylko na biblioteki, które czasami nie mają wszystkich części albo nie mają wcale. Wydawnictwo kiedyś planowało wznowienie, ale teraz nie ma na to szans. I dlatego pomyślałam, że fajnie by było, gdyby moja trylogia mogła być w nowej odsłonie. Nowa szata graficzna, poprawiona, dopracowana najlepiej jak tylko potrafię. Zatem powróciłam znowu do Galerii spełnionych marzeń i poprawiam, dopisuję, ubarwiam, żeby książka lepiej się czytała, żeby historia mogła zachwycić nowych czytelników. A potem druga część i trzecia. Jeszcze nie wiem jak je wydam, ale coraz częściej zastanawiam się nad tym, żeby samej wydawać swoje książki. O ile czas i fundusze pozwolą. No chyba, że wydawca się znajdzie, ale to już trudniejszy temat...

W tym tygodniu mój laptop powędrował do naprawy i żyłam przez kilka dni bez pisania. Dzisiaj w końcu mogę coś napisać, a pisze się wyśmienicie. Prawie samo:) Niby tylko kilka dni, a bardzo mi tego brakowało! 

W tym miesiącu minie cztery lata od premiery mojej pierwszej książki, a dokładnie  27 maja. "Galeria spełnionych marzeń" od czterech lat na rynku wydawniczym:) Jest co świętować:) 


Podrzucam link, gdzie jeszcze będzie można przeczytać wszystkie ebooki zanim zniknął: https://www.storytel.com/pl/authors/ma%C5%82gosia-mroczkowska-1021894

Przez ostatnich kilka dni bez przerwy gdzie nie wejdę na Fb czy Instagrama, czy w ogóle na jakieś strony, wszędzie tylko Olga Tokarczuk i burza jaką wywołała swoją wypowiedzią odnośnie korzystania z AI. Nie słyszałam całej jej wypowiedzi tylko pojedyncze zdania więc nie będę osądzać, czy noblistka korzysta z takiej formy przy pisaniu. 
Uważam, że w pisanie książek autor wkłada wiele emocji, często cząstkę siebie, swoje przemyślenia, uwagi. I nie wyobrażam sobie czytać książki wytworzonej przez jakiś sztuczny twór. Tak AI może być pomocna, ale wszystko ma swoje granice. Dlatego w moich książkach tego nie znajdziecie. Wszystkie są pisane tylko przeze mnie.
Tak sobie pomyślała, że teraz większość ludzi się burzy, jeśli chodzi o pisanie książek z AI. I dobrze. Jednak kolejne pokolenia myślę, że nie będą zwracać uwagi na to tak bardzo. Przyzwyczają się, że wszystko za nich robi sztuczna inteligencja i to jest smutne. Wszystko do tego właśnie zmierza i brońmy się przed tym jak najdłużej...

Kiedyś już pisałam na ten temat:  Sztuczna inteligencja zrobi za ciebie wszystko, nawet....

No to się rozpisałam. Ale brakowało mi tego. Zmykam pracować nad nowymi powieściami. Oby wszystkie plany się udały. A co do najnowszej książki dam znać kiedy można spodziewać się premiery. Podobno gdzieś w październiku.

Pozdrawiam






Spotkanie autorskie

5/13/2026

Spotkanie autorskie

Co tu dużo pisać. Jutro mam swój dzień. Jest stres ale też i radość. Jak będzie? I czy ktoś w ogóle przyjdzie🤭. Wychodzenie ze strefy komfortu ciąg dalszy.  http://www.starepianino.pl/2026/03/wychodzenie-ze-swojej-strefy-komfortu.html?m=1 

Nie jest łatwo. Bo praca pisarza to nie tylko siedzenie w ciszy przed laptopem. Ale też wychodzenie do ludzi. A ja bym najchętniej sprzed laptopa się nie ruszała. Ale wiem, że bez takich wydarzeń, bez promocji siebie to daleko nie zajde. Dlatego widzimy się jutro o 16, Kamienna 20 Zamość. 



Serdecznie zapraszam ❤️ ❤️ 

Czekam...

4/30/2026

Czekam...

 Trochę mnie tu nie było. Chciałbym napisać, że:

- Nie było mnie, bo piszę

- Bo wena twórcza mnie dopadła

- Bo kolejna historia nie daje mi spokoju.

Ale tak nie napiszę bo:

- Mam zastój twórczy jakiego nie miałam od dawna

- Żadna historia nie domaga się spisania

- i szukam wydawnictwa do "Zimy w Wiosence".

Nie lubię takiego momentu, ale takie się zdarzają i trzeba je przeczekać, zastój twórczy może dopaść w każdej chwili. I mnie dopadł tak bez zapowiedzi. Może jest to spowodowane tym, że nie mam na razie wydawnictwa i nie wiadomo czy takowe znajdę. Wysyłam swoją propozycję wydawniczą, ale czasami mam wrażenie, że maile trafiają w próżnię. A ja bym już, teraz chciała wiedzieć. Niecierpliwa jestem strasznie. Więc wysyłam i czekam, sprawdzam pocztę kilka razy dziennie. Na pocieszenie zrobiłam sobie taką grafikę moich książek. To znaczy sztuczna inteligencja zrobiła, ja taka zdolna nie jestem:)



Z lepszych wiadomości to takie, że mam już okładkę książki, którą wydam ostatni raz w tym wydawnictwie, z którym byłam od początku. Okładka jest, daty premiery brak. A ja bym już chciała wiedzieć co i jak. Pozostaje tylko czekanie...
Więc tak sobie czekam na wenę, na odpowiedź z wydawnictw, na datę premiery. I nie piszę nic...
Ale mam plan B, gdyby żadne wydawnictwo mnie nie chciało. Czekam do końca lipca i zaczynam działać sama. Czasami i tak trzeba.

Wyżaliłam się i idę sprawdzić maila, bo może jednak dziś ktoś się odezwie i czekanie się skończy. Może...

Udanej majówki:)

Pozdrawiam



Małe wyjaśnienie

4/03/2026

Małe wyjaśnienie


Dziś spieszę szybko z wyjaśnieniami bo... Mój ostatni wpis był zwykłym żartem pierwszokwietniowym. Nie planuje na razie napisania książki Horror w Wiosence. To taki żarcik. Ale kto wie, czy tego pomysłu jednak nie wykorzystam🤭. Może to nie będzie horror ale powieść z lekkimi dreszczykiem? Bo sama ciekawa jestem jak by to było gdybym pociągnęła tę historię. Mogłoby być ciekawie? Chcielibyście taką książkę przeczytać jak Horror w Wiosence? Ciekawa jestem Waszego zadania 😊

No dobra ,ale już na serio książka Zima w Wiosence jest już gotowa. Pierwszy jej rozdział  tzn. Prolog możecie przeczytać na blogu: Tutaj. Okładka zrobiona przez sztuczną inteligencję tak na razie, na potrzeby tego wpisu. Po świętach biorę się za szukanie wydawcy i daję sobie czas do lata. Jak się nie uda, a jest tego duże prawdopodobieństwo, wcielam w życie plan B. Bo bardzo chcę wydać tę książkę. Więcej o niej napiszę następnym razem. Mam nadzieję że pomysł się Wam spodoba. Nie będzie to horror ale obiecuję, będzie się działo.

Chcecie kolejny rozdział na blogu? 

Wesołych świąt 😊

Pozdrawiam 



sejf

Copyright © Stare Pianino