Uciekająca wyprzedaż

7/10/2015

Uciekająca wyprzedaż

Zaczynamy blogową Uciekającą Wyprzedaż:) Przypominam, że wszystkie wystawione rzeczy kosztują 10 zł plus oczywiście koszty wysyłki. Linki do swoich wyprzedaży wklejajcie na dole w niebieski przycisk Add you link
Miłych zakupów:)

1. Serce - sprzedane



2. Deseczka duża z kotem


3. napis


4.  serce - sprzedane


5. obrazek


6. deska duża maki

7. wieszaczek na klucze


8. wieszaczek


9. obrazek - sprzedany


10. Serca 10zł za sztukę


11. Kolczyki 10zł za 2 pary


12. Deseczka - sprzedana 


Książki:
1. "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości"

2. Dziennik Helgi


WYPRZEDAŻ   ZAKOŃCZONA
Początki z decoupage

7/07/2015

Początki z decoupage

Kiedy pisałam o swoich początkach z rękodziełem klik. Była to masa solna. Pokazywałam też swój pierwszy słoik tutaj. Dzisiaj przenieśmy się do samych początków, kiedy to dopiero poznawałam  technikę decoupage w teorii. Buszowała po internecie, zachwycałam się i postanowiłam: JA TEŻ TAK CHCĘ!!! Ale żeby od razu nie wydawać pieniędzy na lakiery, kleje , farby, wyczytałam, że można zacząć przyklejać serwetki na białko z jajka. No i się zaczęło. Kupiła jakiekolwiek serwetki, chyba były w róże, a że jeszcze nie chciałam  tak do końca pożegnać się z masą solną, to obkleiłam słoik masą, poczekałam jak wyschnie i zaczęłam ozdabianie. Chciałam być oryginalna i połączyć decoupage z masą solną:) Szkoda, że nie mam zdjęcia tego słoika, wtedy nie prowadziłam bloga i nie miałam takiej potrzeby, żeby wszystko fotografować. Był okropny, chyba pomalowałam go na żółto farbami akwarelowymi, nakleiłam czerwoną różę i polakierowałam czymś strasznie śmierdzącym. Popatrzyłam na ten słoik i uznałam, że coś jest nie tak, miało byś pięknie, a wyszło dziwnie. Próbowałam jeszcze zrobić parę prac na to jajko, farby akwarele, ale nie były ładne więc postanowiłam kupić profesjonalne rzeczy. Coś czułam, że warto zainwestować, że ta przygoda potrwa długo i się nie myliłam. I właśnie ten słoik



był zrobiony z pierwszych materiałów, które zakupiłam. W porównaniu do tamtego ten wyglądał ślicznie. A ja byłam zachwycona. I nadszedł etap fascynacji spękaniami i aniołkami. Większość prac była popękana i w aniołki. Fajnie jest powspominać tamte czasy i popatrzeć jak styl i prace się zmieniają:)

W sobotę zaczynamy od rana Uciekającą Wyprzedaż. Już powoli przygotowuję się do tego dnia, zachęcam do wzięcia udziału i oczywiście zapraszam też na blogowe zakupy:) A teraz życzę dobrego dnia i troszkę mniej upałów. Bo te upały zabijają we mnie wenę, nic a nic nie chce mi się tworzyć:(
Pozdrawiam






Pogaduchy przy kawie - Mocem

7/05/2015

Pogaduchy przy kawie - Mocem

Dzisiaj na blogu w "Pogaduchach przy kawie" goszczę Ewę z bloga http://www.mocem.pl/. Opowie nam troszkę o sobie. Macie gotową kawę? To zaczynamy:)



 Jestem Ewa. Od trzech lat jestem żoną mojego męża. Pobraliśmy się na czwartym roku studiów. Nikt nas do tego nie namawiał, wręcz przeciwnie, zdarzały się osoby, które odradzały ślub. „Wyszalejcie się, po co się pakować tak szybko w rodzinę?” Po to, żeby razem szaleć. Razem mieszkać, razem kończyć studia, razem znajdować pierwszą pracy i razem jeść kolacje po powrocie do domu. A także po to, żeby razem decydować, kiedy zrezygnować z etatu i zaryzykować.
Kiedyś chciałam być architektem, jednak nie dostałam się na ten kierunek. Mój świat skończył się na jeden dzień. Później zaczęłam kombinować. Poszłam na wzornictwo tekstyliów - fascynujący kierunek, o którym na początku bardzo mało wiedziałam. Teraz jestem magistrem sztuki po Politechnice Łódzkiej.


Projektowanie tkanin i nadruków wciągnęło mnie bez reszty. Zdecydowanie wolę to niż projekty domów. Jestem dość niecierpliwa, a od pomysłu na tkaninę do jej wytkania lub zadrukowania mija mniej czasu niż trwałoby wybudowanie najmniejszego budynku.
Na studiach usystematyzowałam wiedzę na temat programów graficznych, poznałam nowe. Dzięki temu otworzyły się przede mną kolejne drzwi – mogłabym pracować jako grafik nie tylko w branży tekstylnej.


Od zawsze lubiłam rękodzieło. Na ostatnim roku magisterki trafiłam do firmy zajmującej się drobnymi dekoracjami ślubnymi. Byłam już rok po własnym weselu i po obronie pracy licencjackiej na temat „Możliwości oddziaływania sukni ślubnej na istotę ludzką”, a ta tematyka wciąż mnie ciekawiła. Na początku cięłam winietki, kleiłam, wiązałam kokardki. Po dwóch letnich sezonach spędzonych przy gilotynie zajęłam się projektowaniem zaproszeń i innych elementów papierowej galanterii.
Była to bardzo fajna i miła praca wśród pięknych przedmiotów. Męczył mnie jednak etat. Sztywne godziny pracy, dojazdy, poranne wstawanie i brak możliwości decydowania o wszystkim. Zawsze powtarzałam, że pewnie i tak skończy się na własnej firmie.  Marzyłam o niej z różnych względów, ale wciąż widziałam zbyt wiele możliwości.
Powiecie, że to dobrze? Owszem, ale można wybrać tylko jeden kierunek, a to nie jest proste. Miałam mnóstwo pomysłów na własny biznes. Co jakiś czas temat powracał w rozmowach z Mężem. Znajomi pytali, czemu nie otworzę czegoś swojego. Sugerowali firmę projektującą zaproszenia ślubne. Jest to branża, którą lubię i znam, ale widziałam jednak więcej minusów. Z jednej strony nie czułam się na siłach, wiedziałam, ile to wymaga pracy, z drugiej nie chciałam stać się bezpośrednią konkurencją dla byłego pracodawcy. Byłoby to bardzo nie fair.
Razem z Mężem zdecydowaliśmy, że teraz jest najlepszy czas na ryzyko i biznesowe próby. Mamy stabilizację finansową, żadnych zobowiązań, nie mamy jeszcze dzieci. Najgorsze, co może się stać, to może się nie udać i wtedy zacznę szukać pracy. Nie jest to koniec świata, prawda? Pomyśleliśmy, że „jak nie teraz, to kiedy”. I próbujemy.


To Piotrek wymyślił, czym możemy się zająć. Połączył moją pasję do projektowania, kierunek wykształcenia i doświadczenie, jakie zdobyłam w poprzedniej pracy. On zajmuje się wszystkimi aspektami technicznymi i informatycznymi – w końcu jest programistą. Mimo tego, że na co dzień ja zajmuję się całym przedsięwzięciem, to strategiczne decyzje podejmujemy razem. Daje mi to duże poczucie bezpieczeństwa, a odpowiedzialność rozkłada się na nas dwoje. Bardzo pasuje mi ten układ i wcale nie czuję się nim ograniczona, jak ktoś mógłby zasugerować. Póki co nie jestem na tyle pewna siebie, aby robić wszystko samemu, a dzięki temu interes możemy nazywać naszym, co mi się bardzo podoba.
Nasz produkt to materiałowe zaproszenia ślubne. Mają one formę chusteczek. Są wydrukowane na 100% bawełnianych tkaninach – kretonie i gabardynie. Szukając inspiracji przed naszym weselem, widzieliśmy podobne zaproszenia na różnych blogach lub Pintereście. Można ich znaleźć sporo, ale wszystkie pochodzą od zagranicznych producentów i ich sprowadzenie do Polski byłoby bardzo kosztowne. Oprócz zaproszeń wprowadzimy niebawem chusteczki z podziękowaniami dla rodziców i świadków, a także specjalny wzór z pytaniem „czy zostaniesz moją druhną?”.


W naszym kraju jest coraz więcej odważnych młodych par, które nie boją się wyróżnić. Podejście do organizacji ślubów i wesel zmienia się. Powstają firmy, które profesjonalnie planują ten dzień za przyszłych nowożeńców. Mam nadzieję, że uda nam się wpasować w ten trend.
Zanim Piotrek wymyślił materiałowe zaproszenia, znalazłam portal umożliwiający założenie własnego sklepu z koszulkami. Jako Mocem sprzedaję tam t-shirty, bluzy i bawełniane torby z wzorami dedykowanymi szczęśliwym małżonkom. W zwykłych sklepach nie widziałam taki motywów, więc sama zaczęłam je projektować. Później przyszedł czas na bloga o tej tematyce. Piszę o relacjach damsko – męskich, o życiu po ślubie i samej jego organizacji. Dzielę się naszymi sposobami na świat bez kłótni, której jeszcze nie doświadczyliśmy przez ponad 6 lat związku. Są nieporozumienia i różnice zdań, ale nie kłócimy się.


Obecna sytuacja – Piotrek na etacie utrzymujący rodzinę i ja pracująca w domu nad blogiem i promocją naszych nietypowych zaproszeń – jest czymś zupełnie nowym. Sprawdzamy możliwości i siebie nawzajem. Mamy nadzieję, że moja praca przerodzi się w prawdziwy biznes, jednak pieniądze nie są głównym motorem naszych poczynań. Można powiedzieć, że mamy poczucie misji. Chcemy pokazywać na naszym blogu, koszulkach i przez ciekawe zaproszenia, że małżeństwo jest fajne. Dzisiejszy świat często o tym zapomina, pokazuje tragiczne historie i straszy statystykami rozwodów. My wierzymy, że małżeństwo może być trwałe, szczęśliwe i po prostu fajne.
Blog: http://www.mocem.pl
Sklep z zaproszeniami: http://pl.dawanda.com/shop/mocem
Sklep z koszulkami: mocem.cupsell.pl

Bardzo Ewie dziękuję, że zechciała być pierwszym gościem w moich Pogaduchach. Zapraszam na jej bloga, a jeśli ktoś z Was chce być głównym bohaterem następnych Pogaduch przy kawie, to dajcie znać. A teraz życzę miłej niedzieli i do następnego:)
Moje wywody na temat macierzyństwa

7/03/2015

Moje wywody na temat macierzyństwa

Kiedy byłam w ciąży myślałam, że jak urodzę to moje życie zmieni się całkowicie. Nie będzie mnie, moich potrzeb, pasji. Pozostanie tylko moje dziecko, jego potrzeby, będzie w centrum i na nic nie będzie czasu. Bałam się tego, na myśl o zrezygnowaniu z prowadzenia tego bloga, z rękodzieła, z wolnej chwili dla siebie, dostawałam depresji. Jak pojawił się Filip to faktycznie świat stanął na głowie. Pierwsze dni były trudne, zmęczenie, niewyspanie zresztą same wiecie. Ale z czasem ten nasz zwariowany świat zaczął nabierać jakiś kształtów. Udawało mi się wypić spokojnie kawę, coś tam stworzyć i nawet dać wpis na bloga. Korzystałam i nadal korzystam z takiego dobrodziejstwa jakim są dziadkowie. Moje wielkie odkrycie jest takie, że z dzieckiem można żyć normalnie, ale inaczej.  Nigdy nie będzie tak jak dawniej, nie mogę wyjść z domu kiedy mam na to ochotę. Każde wyjście bez dziecka muszę dokładnie zaplanować, koniec spontaniczności. Nie oglądam filmu kiedy mam na to ochotę, posty na bloga czasami piszę parę dni, już nie robię tylu prac co kiedyś, ale czy jestem z tego powodu nieszczęśliwa? Pewnie, że nie, chociaż mały potrafi dać w kość. A wczoraj powiedział pierwszy raz MAMA:)))))

 Pojawienie dziecka dużo w życiu zmienia, jednak nie warto rezygnować ze swoich pasji. I chociaż hasło: szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko" może brzmi jak banał, ale dużo w tym prawdy. Nie zapominajmy o swoich pasjach, dzieci wypełniają cały nasz świąt, ale miejmy taki swój mały światek tylko dla siebie:)

To tyle moich wywodów, a teraz najnowsze prace:




i urodzinowy bukiet. Tak, tak, znów o rok starsza


W niedzielę rozpoczynam na blogu nowy cykl: "Pogaduchy przy kawie" Posty nie będą ukazywać się regularnie co niedzielę, ale myślę, że co jakiś czas będę miała ciekawego gościa na blogu:) Zapraszam na niedzielę, będzie o pasji, małżeństwie, ogólnie będzie ciekawie:)
Miłego weekendu
Rękodzieło to styl życia

6/30/2015

Rękodzieło to styl życia

Rękodzieło to styl życia. Bo jak to inaczej określić, jak widzę jakąś starą dechę, to nie dosyć, że się nią zachwycam, to jeszcze w mojej głowie pojawia się tysiące pomysłów, co by tu z niej wyczarować. W sklepie z serwetkami mogę być naprawdę długo, a każdy nowy i ciekawy wzór cieszy mnie bardziej niż zakup nowych butów. Każdą wolną chwilę stara się spędzić na malowaniu, klejeniu, wymyślaniu i tworzeniu nowej pracy. Późnym wieczorem wymykam się do pracowni, i co z tego, że kosztem snu, ale tworzę i mam z tego radochę. Często ubrania poplamione klejem, farba pod paznokciami i uśmiech na ustach. Inni nie rozumieją? I słusznie, bo tego nie da się zrozumieć, tym trzeba żyć.  Rękodzieło to styl życia i nie ma co do tego wątpliwości:))

No to tyle moich wywodów, a teraz najnowsza praca: Francuskie damy:)



Jak ja lubię takie kolaże, można paćkać, chlapać, łączyć ze sobą różne wzory, które potem tworzą wspaniałą całość. I z tej pracy jestem bardzo zadowolona:)



Miłego dnia:)
Różane imbryczki

6/26/2015

Różane imbryczki




Ostatnio myślałam, myślałam i wymyśliłam - ofertę dla blogerów. Jeśli jesteście zainteresowani to zapraszam do zakładki TUTAJ. Macie inne pomysły to piszcie:)

                                                                          * * *

Często nie mamy wpływu na to co dzieje się w życiu naszych najbliższych, znajomych. Jesteśmy bezsilni wobec tylu spraw. Rok temu zbieraliśmy pieniądze dla młodej Ukrainki chorej na białaczkę TUTAJ. Przez rok dzielnie walczyła z chorobą dla męża i córeczki. Tym razem się nie udało...



sejf

Copyright © Stare Pianino