Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przy filiżance kawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przy filiżance kawy. Pokaż wszystkie posty
Zima w Wiosence - PROLOG

1/30/2026

Zima w Wiosence - PROLOG

 Kiedy przyszedł mi do głowy pomysł napisania zimowej powieści było jeszcze kilka tygodni do świąt. I tak sobie pomyślałam, że napisze zimową historię, z taką prawdziwą zimą. Bo u nam pewnie znowu zimy w tym roku nie będzie prawda? To chociaż ją w książce będę miała. Akurat! Zima za oknem, zima w powieści, a ja tęsknię za ciepełkiem. Ale jak już zaczęłam to trzeba skończyć. I fajnie mi się pisze, i coraz bliżej do upragnionego słowa "KONIEC":)))

A dziś wrzucam Prolog powieści. Ciekawa jestem co o tym myślicie? Do poczytania w zimowy wieczór z gorącą herbatką.


                                                         Zima w Wiosence

 

Prolog

 

Mężczyzna wpatrywał się w filiżankę zimnej już kawy i ciągle odtwarzał w głowie rozmowę telefoniczną, którą odbył godzinę temu.

- Wiesz, musisz się zgodzić, zresztą nie masz innego wyjścia - jego rozmówca był nieugięty.

- No tak, ale...

- Żadnego ale. Zresztą sprawa jest prosta, łatwa i przyjemna. Rozerwiesz się trochę - usłyszał śmiech. Jemu do śmiechu nie było.

- Łatwo ci się śmiać.

- Nie przesadzaj, masz u mnie dług wdzięczności. Przecież wiesz.

Wiedział.

- Ale po wszystkim będziemy już kwita?

- Ma się rozumieć. Zresztą dziewczyna jest ładna, zdolna. Jej w pewnym sensie pomożesz i nam też. Wszyscy będą zadowoleni.

- A co ja będę z tego miał?

- Święty spokój. - znowu się zaśmiał.

- Nie ma mowy, inaczej się umawialiśmy.

- Wiem, wiem, dostaniesz swoją zapłatę. Umiem się odwdzięczać, dobrze o tym wiesz. Myślę, że będziesz zadowolony.

Westchnął, bo bardzo chciał w to wierzyć.

-Dobra, szczegóły i zdjęcia wyślę ci w mailu. I zacznij działać w miarę możliwości szybko. Zależy nam na czasie.

Pokiwał głową jakby jego rozmówca mógł to zobaczyć.

- Nie ma innego sposobu tylko ten?

- Nie ma. Zresztą stary ty jesteś w tym dobry. Kto jak nie ty? - znowu śmiech. Po chwili rozłączył się i nastała głucha cisza.

Mężczyzna słyszał tylko ciche tykania zegara. Czas się nie zatrzymał. Upływał. Propozycja znajomego nie do końca mu odpowiadała. Chociaż z drugiej strony mógł się dzięki temu dobrze w życiu ustawić. Nie takie rzeczy się robiło, pomyślał. Nie ma co narzekać, jest robota to trzeba ją brać. Uśmiechnął się do siebie, miał plan.

 Wziął filiżankę, dopił zimną już kawę, chwycił telefon ze stołu i wyszedł z domu. Nie miał czasu do stracenia.

 

                                                                                          ***

 

- Mam dwie wiadomości, dobrą i bardzo dobrą. Od której zacząć?

Dorota w wypiekami na twarzy wparowała do salonu Ady i usiadła z impetem na kanapie. 

- A gdzie reszta? - rozejrzała się po pustym domu.

- Tomek poszedł z dzieciakami na spacer. Dobrze im to zrobi przed snem. - Odpowiedziała Ada i z zaciekawieniem przyglądała się siostrze. Czuła, że ma coś naprawdę rewelacyjnego do przekazania.

- Może to i lepiej , spokojnie pogadamy, to od której wiadomości zacząć?

- Od tej...

- Czekaj czekaj one chyba obie są bardzo dobre, zresztą nie...

- Dorota! Ogarnij się i mów. Jak dwie takie dobre to nie ma sensu zastanawiać się od której zacząć.

- No tak masz rację - Dorota zamyśliła się na chwilę - Dobra. Słuchaj. Mamy zaproszenie na ślub Bartka i Małgorzaty - wyrzuciła z siebie i z zaciekawieniem patrzyła jak ta wiadomość zrobi wrażenie na siostrze. I nie myliła się, zrobiła wrażenie i to duże.

- Coś podobnego, a jednak się pobierają! - wykrzyknęła uradowana Ada.

- No, w końcu się odnaleźli na nowo i dali sobie szansę na szczęście.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Po tym co przeszli to różnie mogło być ( historia Małgorzaty została opisana w książce „Tamten dzień”).

- Wiem jak się cieszysz, bo ja mam tak samo, tak strasznie im kibicowałam. Udało się w końcu.

- A czekaj, A kiedy ten ślub?

- Prawda - Dorota sięgnęła do torebki, o której już zupełnie zapomniała z tego podekscytowania. - Mam zaproszenia dla całej naszej rodziny.

Wyjęła plik kopert i podała tą właściwą Adzie.

- Róża dziś była na poczcie pytać się o emeryturę i przy okazji wzięła te zaproszenia.

- To dopiero za ponad rok - stwierdziła Ada czytając zaproszenie.

- Tak, trochę jeszcze czasu mają, żeby się przygotować. Ale im się nie śpieszy. Najważniejsze, że znowu mają siebie.

- To prawda - przytaknęła Ada i wróciła myślami do wspomnień. Do tamtego lata, kiedy Małgosia była gościem u nich w pensjonacie. Wyglądała jak wrak człowieka i  nawet Ada powątpiewała, czy kiedykolwiek wyjdzie na prostą. A jednak się udało.

- A ta druga wiadomość? - spytała spoglądając na Dorotę.

- Jaka druga? - zdziwiła się Dorota.

- Przecież miały być dwie dobre wiadomości. To teraz czekam na tę drugą.

- A tak, dzisiaj tyle się dzieje, że nie ogarniam - zaśmiała się - Moja książka „Tamten dzień” stała się bestsellerem, wyobrażasz to sobie? Dzwonili z wydawnictwa z taką nowiną.

- Niesamowite - uśmiechnęła się Ada.

- Dobrze wiesz, że ta książka była dla mnie szczególna. I jest nadal. Ciągle nie mogę uwierzyć, że Małgorzata poprosiła mnie, żebym spisała jej historię.  Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł i w ogóle czy dam radę. Tyle emocji mnie to kosztowało, ale się udało.

- Myślę, że ta książka była zamknięciem pewnego rozdziału w życiu Gosi. To jej dużo pomogło. Taka pewnego rodzaju terapia.

- Pewnie masz rację.

- Tak się cieszę, to dzień dobrych wiadomości, gratuluję siostra.

- Ale to jeszcze nie koniec  - Dorota zrobiła tajemniczą minę, a Ada przyznała w duchu, że ta rozmowa coraz bardziej jej się podoba.

- Miały być tylko dwie dobre wiadomości.

- Bo to chyba są dwie, ta druga łączy się właśnie z tą trzecią. Tzn., trzeciej nie ma. Dobra nie ważne. Część druga drugiej o.

- Zamieniam się w słuch - roześmiała się Ada. Dorota była dzisiaj bardziej roztrzepana niż zawsze.

- Wyobraź sobie, dostaję telefon z wydawnictwa o mojej książce. Podekscytowana idę do ciebie żeby się podzielić wiadomością i wpadam na Różę, która trzyma koperty z zaproszeniami na ślub. Chwilę pogadałyśmy, wzięłam nasze koperty i idę do ciebie ciesząc się jak dziecko i nagle... - Dorota ściszyła głos budując napięcie - dzwoni mój telefon i nie zgadniesz!

- Dostałaś Nobla -  Ada wybuchnęła śmiechem. Po swojej siostrze mogła się wszystkiego spodziewać.

- No jeszcze nie, ale może niedługo. Słuchaj dzwonił do mnie jakiś facet. Mówi, że dużo słyszał o sukcesie mojej książki „Tamten dzień” i zaproponował mi współpracę. Chce zostać moim agentem literackim.

- Twoim czym?

- Agentem literackim.

- A są tacy?

- Nie wiem, ale chyba tak, jak takowy zadzwonił. Sama się zdziwiłam. Nie ważne, ale facet zaproponował, że jak się zgodzę to może zostać moim agentem. Pomoże wybić mi się w świecie literatury i takie tam. Załatwiać spotkania autorskie, udziały na targach książki, wywiady w telewizji, w prasie. Ma dużo kontaktów również z booksgramami czy coś w tym stylu. Podobno ma duże doświadczenie i nie jedna pisarka dzięki niemu się wybiła. Twierdził, że przeczytał moje książki i że mam duży potencjał. A on ma nosa do takich sprawa. I że mam się zastanowić i dać znać. Najlepiej jak najszybciej. I co ty na to?

- Wow Dorota to niesamowita wiadomość. Masz szansę na karierę.

- Sama nie wiem. Chyba sama radzę sobie dobrze, już jednego bestsellera mam na koncie .

- No co ty, myślę, że powinnaś spróbować. To wielka szansa dla ciebie. Nie wiem nad czym ty się zastanawiasz.

- Bo ja tak o tym nie myślałam - Dorota nagle jakby posmutniała. - Lubię te swoje życie, spokojne w Wiosence. Lubię nasz pensjonat, naszą małą galerię. Lubię poznawać nowych ludzi, którzy u nas goszczą. To całe moje życie. A pisanie to tylko taki dodatek. Zresztą nie piszę teraz dużo. A książkę „Tamten dzień” napisałam, bo Małgorzacie bardzo na tym zależało. Tyle.

- Dorota, przecież ty piszesz od zawsze. A teraz masz dużą szansę. Zgódź się co ci szkodzi. Jak nie będziesz zadowolona to zakończysz współpracę i tyle.

- Myślisz?

- Pewnie, nie możesz utracić takiej szansy. Pewnych okazji nie wypuszcza się  z ręki, po to, żeby później nie żałować. A znając ciebie byś żałowała.

- Może masz rację.

- Zadzwoń, umów się z tym facetem, pogadacie. I wtedy podejmiesz ostateczną decyzję. Jak on się nazywa?

- Albert Wiśniewski. Chyba tak.

- Poczekaj - Ada wzięła telefon i coś wpisała. - Proszę bardzo Albert Wiśniewski agent literacki. Mamy go. Całkiem sympatycznie wygląda.

- No jest przystojny, to fakt. Łukaszowi to się nie spodoba. - Dorota na siłę próbowała znaleźć jakiś argument, żeby odrzucić tę propozycję.

- Łukasz to rozsądny mężczyzna, zrozumie, że to dla ciebie szansa i będzie wspierał. Zresztą on ci ufa. Koniec tematu.

- Dobra. Spotkam się z nim. Ale tylko dlatego, żeby ci udowodnić, że jednak nie miałaś racji. Pogadamy, wysłucham jego propozycji, później grzecznie odmówię i cześć. Pozamiatane.

- Ale jesteś uparta.

- Ada, ja tego nie czuję - jęknęła Dorota. - To całkiem może zmienić moje życie.

- Niekoniecznie. Fakt, będziesz miała trochę więcej pracy, więcej wyjazdów, więcej propozycji na książki. Ale co w tym złego? Rozwijaj się dziewczyno, przecież to kochasz.

Dorota chociaż nie chciała musiała siostrze przyznać rację. Kochała pisać, a teraz ma takie możliwości jak nigdy.

- Przekonałaś mnie. - Dodała po chwili - Muszę się jak najszybciej spotkać z tym gościem i uzgodnić jak to wszystko ma wyglądać. I może... i może jednak się zgodzę...

- I tak trzymaj - Ada uściskała Dorotę. Była z niej taka dumna.

Siostry siedziały jeszcze chwilę rozmawiając o przyszłości, o karierze Doroty, później ślubie Małgorzaty. Podekscytowanie i dobry humor ich nie opuszczał. A nad Wiosenką zaczęły się zbierać ciemne chmury...


                                                                          ***

Chcesz wesprzeć moją działalność literacką? Postaw mi kawę:) https://buycoffee.to/starepianino

Pozdrawiam



13 lat blogowania, plasterki oraz plany wydawnicze

2/25/2025

13 lat blogowania, plasterki oraz plany wydawnicze

Dokładnie trzynaście lat temu dodałam na tego bloga TEN WPIS. Zdjęcie gdzieś mi się zawieruszyło, nie przetrwało próby czasu.
 Ale blog trwa, ze wzlotami, upadkami, weną lub jej brakiem. Z lepszymi albo gorszymi wpisami. Z lepszymi lub gorszymi zdjęciami. Nic z niego nie usunęłam. To taka moja pamiątka, moje początki, obawy, niepewność, ale i radość.
 Nigdy nie zapomnę tych dobrych blogowych czasów, tego co się działo w sieci. Tych znajomości oraz blogów, które z radością czytałam, a teraz już nawet nie został po nich ślad.
 Z sentymentem wspominam tamtą blogosferę i wiem, że już coś się skończyło. Świat się zmienia, idzie do przodu, a ja i tak lubię powracać do tego miejsca. Częściej lub rzadziej, ale jednak!
 I co z tego, że dobry czas dla blogów się skończył? Co z tego, że teraz liczą się instagramy i inne tiktoki? Dla mnie blog zawsze będzie numerem jeden, reszta to tylko dodatki. A może jeszcze dobre czasy dla blogów powrócą? Ja w to cichutko wierzę... może jednak...

Trochę statystyk:
Wpisy - 1082
Komentarze - 23,5 tyś. 
Obserwatorzy - 942
Łączna liczba wyświetleń - 3663856

Tak, blog dziś kończy 13 lat i wcale nie jest to pechowa liczba. A ja lubię to miejsce i dobrze mi z tym. 


Blog na początku był tylko po to, żebym mogła pokazywać na nim swoje prace. I tak było. Później tematyka się powiększyła. Zaczęłam coraz więcej pisać i odkryłam, że pisanie sprawia mi radość. I te lata blogowania doprowadziły mnie do tego, że zaczęłam pisać książki. I mogę stwierdzić z przekonaniem, że nie ma w życiu przypadków i wszystko jest po coś.


Takie dwa plasterki ostatnio poczyniłam. Maluję coraz mniej, ale czasami jeszcze lubię chwycić za pędzel:) 




Pisanie zajmuje mi więcej czasu i sprawia wiele radości oraz satysfakcji. I gdyby nie ten blog, gdyby nie te lata blogowania to kto wie, czy odważyłabym się napisać książkę...

Ten mój stosik książek w tym roku trochę się powiększy aż o .... dwie książki. Czy to dużo? I tak i nie, ale cieszę się w tych dwóch. Zresztą ukazanie się każdej książki to dla mnie wielkie święto i powód do dumy:))))


Dwie umowy wydawnicze podpisane. Jedna książka to będzie wznowienie w pięknej nowej okładce. Druga to zupełna nowość. Dat premier jeszcze nie znam, ale coś pewnie dopiero po wakacjach. Dam znać. 


 13 lat minęło jak jeden dzień. Dziękuję, że ze mną jesteście i zostawiacie po sobie ślad. Dzięki Wam to miejsce nadal trwa, a mi się chce również tu zaglądać:)


Pozdrawiam



"Tamten dzień " Rozdział 1

3/04/2024

"Tamten dzień " Rozdział 1

 Oto pierwszy rozdział mojej powieści. Pracuję nad nią intensywnie i chciałabym jak najszybciej skończyć. Za wszelkie błędy przepraszam. Teks przed korektą:) Ciekawa jestem Waszych opinii:))))



Tamten dzień

Prolog

„ Wczoraj w godzinach przedpołudniowych doszło do tragicznego wypadku. Mężczyzna w centrum miasta, niedaleko galerii handlowej Twierdza, z dużą prędkością wjechał w drzewo. Zginął na miejscu. Towarzysząca mu kobieta, najprawdopodobniej żona, w bardzo ciężkim stanie została przewieziona do szpitala. Po kilku godzinnej operacji jej stan jest stabilny. Jest utrzymywana w śpiączce farmakologicznej.

Mężczyzna, z tego co doniósł nasz informator, osierocił dwoje małych dzieci.

Jak doszło do tak tragicznego wypadku? Czy kierowca był pijany albo pod wpływem narkotyków? Tego na tę chwilę nie wiemy, ale jak tylko coś się wyjaśni poinformujemy na łamach naszego magazynu. Śledztwo trwa.”

Rozdział 1.

Budzik wybudził ją z głębokiego snu. Szybko go wyłączyła. Przecież była sobota. Jedyny dzień w tygodniu, kiedy cała rodzina mogła dłużej pospać. Zapomniała wczoraj go wyłączyć. Może dzieci się nie przebudziły? Marne szanse. Na tygodniu ciężko zerwać ich z łóżek, w dni wolne są przed czasem. Jakby miały jakieś radary w głowie, które nie pozwalają dłużej pospać w dni wolne.

Małgorzata pomyślała, że może uda jej się mieć chwilę tylko dla siebie. Poczyta przez kilka minut książkę, wypije kawę. Akurat! Małe łobuzy wpadły do ich łóżka z głośnym krzykiem.

- Mamo, mamo kiedy jedziemy na zakupy? - Adaś od razu przeszedł do rzeczy.

Kobieta popatrzyła na przebudzającego się męża. Wczoraj znowu późno wrócił z pracy. Westchnęła.

- Wy nie jedziecie z nami. Zapomnieliście? Będziecie w tym czasie u dziadków.

- Dlaczego? - Zosia zrobiła smutną minkę.

- Dlatego, że mama z tatem będą kupować nam prezenty - wyjaśnił poważnie starszy brat.

- Ale przecież to Mikołaj przynosi te prezenty, prawda mamusi?

- Mikołaj nie istnieje - Adaś nie ukrywał niczego przed siostrą i pośpieszył z wyjaśnieniem tej strasznej prawy, zanim Małgorzata zdołała otworzyć usta - ale z ciebie dzieciuch - dodał poważnie.

- Mamo, on mówi, że ... - Zosi pojawiły się łzy w oczach. Poranna awantura gotowa.

- Porozmawiamy o tym później dobrze - kobieta chciała jak najszybciej zamknąć ten temat.

- Ja chcę taki samochód, na pilot .

- A ja lalkę i wózek, i...

- Dobrze. Teraz koniec tematu, idźcie do swojego pokoju. Ja zaraz do was przyjdę i porozmawiamy. Dobrze?

Dzieciaki niechętnie poczłapały w stronę drzwi. Małgorzata lubiła takie leniwe poranki z dzieciakami w łóżku. Ale nie dzisiaj. Teraz miała głowę zaprzątniętą czymś innym. Martwiło ją zachowanie męża.

Dzisiaj znowu obudził ją krzykiem w nocy. Od kilku dni z czymś się męczył. Budził przestraszony. Krzyczał przez sen. Kiedy chciała poruszyć ten temat on wszystko bagatelizował. I twierdził, że nie pamiętał co mu się śniło. Pewnie to przemęczenie i stres, mówił i ucinał temat.

Ale Małgorzata wiedziała, że jest coś więcej. Marek nigdy się tak nie zachowywał. Zauważyła, że bierze tabletki na uspokojenie. I ucieka w alkohol. Co się działo z tym człowiekiem? Kiedyś nie mieli przed sobą tajemnic. Teraz jego zachowanie to jedna wielka tajemnica.

- Już wstajesz? - wyszeptał.

- Tak, przecież musimy w końcu wybrać się na zakupy. Dzieciom obiecaliśmy w tym roku prezenty. Nie możemy ich zawieść.

- No tak.

Popatrzyła w jego smutne, zmęczone oczy.

- Marek, powiesz mi co się dzieje?

- Ty znowu zaczynasz.

- Bo się martwię.

- Niepotrzebnie.

Kobieta westchnęła. Kolejna bezsensowna wymiana zdań, która do niczego nie prowadzi. Jej mąż miał jakieś sekret, który go niszczył, a ona w żaden sposób nie mogła mu pomóc.

- Małgosiu - usłyszała głos męża, gdy wychodziła z sypialni do pokoju dzieci. Przystanęła.

- Tak?

- Pamiętaj, cokolwiek się wydarzy to... pamiętaj, że bardzo cię kocham. Ciebie i dzieciaki.

- Marek o czym ty mówisz? - poczuła przeraźliwy strach. I zimno, aż się zatrzęsła.

- Żebyś o tym zawsze pamiętała. Cokolwiek się wydarzy, proszę.

- Marek, ale...

- Obiecaj mi to dobrze.

- O czym ty...

- Obiecaj.

Podeszła znowu do łóżka, usiadła na przeciwko męża.

- Obiecuję - wyszeptała i łzy poleciały jej po twarzy. Marek wyciągnął rękę i starł jej łzy z policzka.

Doprowadził swoją żonę do łez. Dobrze wiedział, że bardzo się martwi. Ale jak jej miał o tym wszystkim powiedzieć?

                                                                            ***

Patrzył na swoje odbicie w łazienkowym lustrze i widział człowieka, który przegrał życie. Życiowego nieudacznika, któremu nic się nie udało. Zawiódł jako ojciec, mąż, jako głowa rodziny, jako facet po prostu. Nienawidził siebie i to co zrobił swojej rodzinie. „Byłoby im lepiej beze mnie.” - pomyślał i był o tym święcie przekonany. Jeśli kiedykolwiek miał jakieś wątpliwości to ostatnie dni całkiem je rozwiały.

Tydzień temu szef przyłapał go na kradzieży w firmie. Marek nigdy nie był złodziejem i brzydził się takimi ludźmi. Ale sytuacja życiowa go to tego zmusiła. Tak sobie tłumaczył. Zresztą on nie chciał ukraść. Planował pożyczyć na jakiś czas. I nikt nie musiał się o tym dowiedzieć. A na pewno by oddał. Przecież nie był złodziejem, a Janusz nawet by się na poznał.

Janusz, jego szef, nauczył go wszystkiego. Prowadził warsztat samochodowy, przyjął Marka do pracy jak tylko zaczynał stawiać pierwsze kroki w tym biznesie. Starszy mężczyzna wykazał się dużą cierpliwością, ucząc młodego pracy w swoim warsztacie. I Marek był mu za wszystko wdzięczny. Uważał, że lepszy szef nie mógł mu się trafić. Dlatego miał okropne wyrzuty sumienia jak sięgał po nie swoje pieniądze. Ale przecież to tylko na chwilę, taka pożyczka.

Myślał, że zapadnie się pod ziemię ze wstydu, gdy Janusz dosłownie złapał go za rękę. Szef popatrzył na niego smutno. Nie za złością, ale z ogromnym smutkiem w oczach. Bo zawiódł się na  swoim ulubionym pracowniku, któremu przez te wszystkie lata ufał. I Markowi było wstyd. Wolałby żeby Janusz na niego nawrzeszczał, a nawet wylał z pracy. Ale nie. On tylko pokiwał głową.

- Zawiodłeś moje zaufanie Marek - wyszeptał - nie zwolnię cię. Wiem, że masz rodzinę, kredyt. Zrobiłeś to co zrobiłeś. Nie chcę znać szczegółów. Ale od teraz będę ci patrzył na ręce. Jeszcze jedna taka akcja i wylatujesz. Zrozumiano - ostatnie słowo mocniej zaakcentował. A potem odszedł w stronę domu jakby bardziej przygarbiony.

Więcej do tematu nie wrócił. Ale przez ostatnie dni atmosfera w pracy była nie do zniesienia. Marek już planował przeprosiny, nawet kupił butelkę wina, ale Janusz nie chciał o tym więcej słuchać. Dla niego temat był zamknięty. Dla Marka nie. Marek potrzebował pieniędzy. Dużo i na już. Miał nóż na gardle. I ta „pożyczka” od Janusza mogłaby mu jakoś pomóc. Przynajmniej oddałby część długu i może udałoby się resztę rozłożyć na raty. Chociaż sam nie wiedział, czy z takimi ludźmi coś w ogóle da się pertraktować. Ale chociażby próbował.

Czuł się wstrętnie. Tylko przez jego wybory i decyzję, a raczej głupotę, znalazł się z rodziną w takim bagnie. A najlepsze w tym wszystkim było to, że Małgorzata o niczym nie wiedziała. Ukrywał swój nałóg jak najlepiej mógł. I ciągle marzył, że kiedyś jej to wynagrodzi, odbije się od dna. Zrobi to dla niej. I dla dzieci.

- Marek długo jeszcze będziesz w tej łazience? - dobiegł go głos żony z przedpokoju. - Jedźmy już na te zakupy. Dzieciaki się niecierpliwią.

- Chwilka, zaraz wychodzę - starał się, żeby jego głos brzmiał spokojnie, ale w środku trząsł się jak galareta. Małgorzata musiała usłyszeć jego drżący głos.

- Wszystko w porządku? Źle się czujesz?

- Jest ok, daj mi tylko pięć minut.

Ale nic nie było okej. Nic.

Wrócił myślami do tych czasów, kiedy oboje byli szczęśliwi i myśleli, że najlepsze dopiero przed nimi, że cały świat stoi przed nimi otworem. Kochali się i byli bardzo zgranym małżeństwem. Marek pracował w warsztacie samochodowym, Małgorzata uczyła angielskiego w szkole podstawowej. Nie zarabiali kokosów, ale na wszystko starczało. Jak żona zaszła w pierwszą ciążę postanowili wyprowadzić się z bloku i wziąć kredyt hipoteczny na dom. Bo dopóki nie mieli dzieci bank łatwiej udzielał kredytu. Wszystko udało się sprawnie załatwić. Przy dochodach jakie mieli nie było problemów z kredytem.

A później pojawiły się dzieci. Małgorzata poszła na urlop macierzyński. Po roku wróciła do pracy, a teściowa obiecała pomóc w opiece nad Adasiem. I pomagała, dopóki teść nie dostał zawału. Po tym wydarzeniu Małgorzata nie chciała obciążać rodziców opieką nad dzieckiem. Zresztą była już w drugiej ciąży. Poszła na zwolnienie, a później na urlop. Kiedy kolejny urlop dobiegł końca zrobili naradę z Markiem. Kobieta wiedziała, że druga pensja bardzo by im się przydała, ale nie widziała innego rozwiązania jak tylko zrezygnować z etatu. Przynajmniej na chwilę, dopóki dzieciaki nie podrosną. Na niańkę nie było ich stać, przecież spłacali kredyt, a zresztą Małgorzata nie powierzyła by opieki nad tak małymi dziećmi obcej osobie. Razem z mężem ustalił, że kobieta rezygnuje ze swojej pracy na jakiś czas, za to wieczorami będzie zajmować się tłumaczeniami.  Czasami udało jej się dostać takie zlecenia. Może zacznie dawać korepetycje z angielskiego. Z głodu nie umrą i na wszystko powinno starczyć. I starczało. Nawet na wyjazd wakacyjny. Co prawda nie za granicę ale nad polski Bałtyk jak najbardziej.

I tak Małgorzata  i Marek żyli sobie spokojnie do czasu, dopóki inflacja nie zaczęła szaleć, a z nią stopy procentowe. Ostatnie pismo z banku nie pozostawiało złudzeń. Kredyt wzrósł dwukrotnie.

Marek na początku wpadł w panikę, ale starał się jak mógł i pocieszał płaczącą żonę. Obiecał, że coś na pewno wymyśli. I wymyślił. W tajemnicy przed żoną zaczął grać w totolotka. Na początku tak nieśmiało, jeden, dwa losy na tydzień. Może uda się coś wygrać. Przecież niektórym się udaje. Gdyby trafił raz, tylko raz, ich wszelkie problemy byłyby rozwiązane. Spłaciliby ten cholerny kredyt i w końcu odbiliby się od dna. Małgorzata nie musiałaby siedzieć po nocach nad tłumaczeniami. Dobrze wiedział, że tego nie cierpiała. Wszystko byłoby znowu idealnie, tylko ten jeden jedyny raz.

Ale ten raz nie nadszedł. A sytuacja finansowa rodziny była nieciekawa. W końcu Marek za namową kumpla zdecydował się pójść do nielegalnego kasyna na obrzeżach miasta. Słyszał, że można szybko wygrać wielkie pieniądze. Jak szczęście dopisze ich wszelkie problemy pójdą  w zapomnienie.

Pierwszy raz się udało. Za drugim nie było już tak kolorowo, ale Marek był dobrej myśli. Wygra tylko jeszcze trochę i kończy z tym. Przecież on nie jest żadnym hazardzistą. Żeby tylko ten kredyt podpłacić. A później jakoś pójdzie.

Niestety nic nie szło po myśli Marka. Grał coraz częściej i coraz więcej przegrywał. W domu bywał coraz rzadziej. Zdarzało się, że na noc nie wracał, a każdą chwilę spędzał w kasynie. Do tego doszedł alkohol. I dług u właścicieli kasyna, który rósł w zastraszającym tempie. W końcu jak mężczyzna zaczął dostawać listy z pogróżkami i nakazem natychmiastowego spłaty długu, zobaczył w jakie bagno wdepnął. Później doszła ta nieudana "pożyczka” u Janusza. A najgorsze było dzisiaj. List leżał na  wycieraczce. Dobrze, że Marek znalazł go pierwszy. Nie chciał myśleć co by to było gdyby znalazła go Małgorzata. Anonimowy nadawca oznajmiał, że Marek ma czas do końca roku. Później, jak długu nie spłaci, jego rodzina tego pożałuje, a odsetki wzrosną w zastraszającym tempie. Do listu zostało dołączone zdjęcie Małgorzaty i dzieci na spacerze.

Do końca roku? Przecież to niewiele ponad miesiąc. A to zdjęcie oznaczało, że byli obserwowani. Marek wrzucił list do szuflady próbując się uspokoić. Nawet przez myśl mu przeszło, żeby pójść z tym listem na policję. Ale wcześniej ostrzegano go przed tym, a mężczyzna wiedział, że z tymi ludźmi nie ma żartów. Jak ma uzbierać 500 tysięcy przez miesiąc? Wziąć koleiny kredyt? Żaden bank mu go nie udzieli. Zostało mu tylko jedno rozwiązanie. Radykalne. Tylko dzięki temu, jego rodzina będzie bezpieczna. I musi to zrobić teraz, dzisiaj. Bo jeśli zacznie się zastanawiać, nigdy się na to nie zdecyduje. Dzisiaj rano zostawił dla żony list, w którym wyjaśniał swoje postępowanie. Miał tylko nadzieję, że Małgorzata szybko go znajdzie, przeczyta i zrozumie. Albo postara się zrozumieć i może... może kiedyś wybaczy.

- Marek, długo jeszcze? - dobiegł go kolejny raz zniecierpliwiony głos żony.

Wziął głęboki oddech i wyszedł z łazienki. Przecież obiecał żonie zakupy. A jak ma jej powiedzieć, że nie mają już pieniędzy? Na koncie debet, a jedyne co ma to ogromy dług, który ciągle się powiększa.

Tak, musi to zrobić. To jedyne wyjście.

C.D.N...

Pamiętniki Matyldy - premiera!

10/11/2023

Pamiętniki Matyldy - premiera!

 Dzisiaj jest ten dzień, dzień premiery mojego opowiadania "Pamiętniki Matyldy". Wiem, że dużo osób czeka na tę książkę w wersji papierowej. I śpieszę z wyjaśnieniami. Całą powieść już ukończyłam i powędrowała do wydawnictwa. Jak wszystko dobrze pójdzie to książka będzie gotowa w przyszłym roku. A na razie tylko opowiadanie w formie e-booka. Można go przeczytać tutaj: https://www.legimi.pl/ebook-pamietniki-matyldy-malgosia-mroczkowska,b1084330.html

Pozostałe moje książki można kupić w bardzo okazyjnej cenie na Tantis: https://tantis.pl/autor/malgosia-mroczkowska-a18586

Pamiętniki można czytać oddzielnie, bez znajomości poprzednich książek. Ale jak dla mnie to jest to takie dopełnienie całości i łatwiej jest się wczuć w klimat powieści znając poprzednie książki. 


Opis:

Matylda, młoda dziewczyna po studiach, zaczyna swoje dorosłe życie w Kazimierzu. Razem z miłością swojego życia, Rafałem, dążą do spełnienia marzeń i rozwijania swojej pasji, jaką jest malarstwo. Niestety rzeczywistość nie będzie taka kolorowa. Matylda, żeby poradzić sobie ze swoimi emocjami, zaczyna pisać pamiętnik. Powoli wszystko zaczyna się układać, ale do czasu. Pewnego dnia Rafał znika bez śladu. Zrozpaczona dziewczyna szuka ukochanego, ale wszystko wskazuje na to, że mężczyzna ma przed nią jakieś tajemnice. 

Gdzie przepadł Rafał? I jaką rolę w życiu Matyldy odegra tajemnicza Róża?

Opowiadanie dla fanów "Galerii spełnionych marzeń"

P.S.

Pierwszy rozdział Pamiętników Matyldy można przeczytać tutaj na blogu : TUTAJ


Pamiętniki Matyldy - rozdział 1

8/11/2023

Pamiętniki Matyldy - rozdział 1

 Kochani dzisiaj mam dla Was niespodziankę. Pierwszy rozdział "Pamiętników Matyldy". Opowiadanie będzie dostępne już 11 października jako ebook. Natomiast mam nadzieję, że w formie papierowej w rozbudowanej wersji będzie w następnym roku. Właśnie siedzę w tych pamiętnikach i myślałam, że pisanie pójdzie mi sprawniej. Ale walczę z niemocą twórczą i powoli posuwam się do przodu:) 



Pamiętniki Matyldy - rozdział 1

12 Wrzesień

 

Postanowiłam zacząć pisać pamiętnik. Żeby jakoś uporządkować swoje myśli i emocje. Może tak będzie łatwiej? Gdzieś słyszałam, że takie pisanie jest stosowane nawet  w różnych terapiach. Sprawdzę, mam nadzieję, że mi pomoże, a już na pewno nie zaszkodzi. Wczoraj udało mi się kupić gruby brulion w twardej okładce. Miałam szczęście, to był ostatni. Może to jakiś znak? Nie ważne. Zaczynam.

Jestem Matylda, niedawno skończyłam ASP w Warszawie i wraz z Rafałem, moim chłopakiem, zamieszkaliśmy w Kazimierzu. Rafała poznałam w liceum plastycznym w Zamościu. Od razu między nami zaiskrzyło i od tego czasu trzymaliśmy się razem. Nie mogłam wprost oderwać oczu od przystojnego bruneta, który żył pełnią życia. Dobrze nam się rozmawiało, okazało się, że mamy podobne cele i plany na przyszłość. Zostaliśmy parą młodych zakochanych licealistów. A życie widzieliśmy tylko w kolorowych barwach.

Później postanowiliśmy studiować w Warszawie. Pochodzę z małej wioski pod Zamościem o nazwie Wiosenka. Dlaczego Wiosenka? Tego nikt nie wie. Tak się nazywa i już. Lubię moją wioskę, ale od zawsze czułam, że to nie jest miejsce dla mnie. Po śmierci rodziców moja starsza siostra Halina zamieszkała w naszym domu  wraz ze swoim mężem Stefanem. A ja wyfrunęłam w świat. Nie dla mnie zamążpójście, nie dla mnie dzieci. Przynajmniej przez jakiś czas. Może gdyby Rafał się oświadczył... Na razie dobrze nam tak jak jest, nie musimy mieć papierka żeby się kochać. Moja siostra ma inne zdanie. Trudno. To moje życie i tylko ja mam na nie wpływ.

 Po studiach planowaliśmy zostać w Warszawie. Nie chcieliśmy iść do pracy na etat. Oboje z Rafałem jesteśmy jak ptaki. Chcemy być wolni i żyć z naszej pasji, z malarstwa. Jak się okazało, to nie jest wcale takie proste. Trudno jest sprzedać obrazy, szczególnie kiedy nie jest się znanym malarzem. Ludzie się nie znają, nie rozumieją moich abstrakcji. I ciągle targują się, najchętniej to by wzięli obraz za pół ceny. Nie raz opuszczałam cenę tylko po to, żeby mieć co do garnka włożyć, jak mówił Rafał. Nie jest łatwo być artystą.

Warszawa trochę nas zmęczyła. Miałam dość dużego miasta,  tęgo pędu, szumu na ulicach. Zresztą tutaj życie jest droższe, wiec zaczęliśmy się z Rafałem zastanawiać gdzie moglibyśmy zamieszkać.  Zamość, Kazimierz, Sandomierz? Myśleliśmy nad jakimś małym klimatycznym miasteczkiem. I tak w końcu zdecydowaliśmy się na Kazimierz Dolny, miasto artystów. Zdaliśmy nasze wynajmowane mieszkanie, właściciele trochę narzekali, bo myśleli, że zostaniemy na dłużej. Ale niestety, na Warszawę nas nie stać. I tak z początkiem września staliśmy się mieszkańcami Kazimierza. Mieszkamy w kawalerce na poddaszu. Nie jest to apartament, ale też nie jest najgorzej. Mały pokoik, kuchnia oraz łazienka. Jak już jest łazienka to dla mnie jest luksus. Pamiętam kiedyś na wsi jak nie mieliśmy łazienki, mycie w misce, wychodzenie na dwór do drewnianego wychodka. Dopiero później tato wybudował łazienkę, bo mama już mu nie dawała spokoju. To dopiero była wygoda.

   A teraz najważniejsze, że mamy miejsce do tego, żeby pracować. I tutaj zaczyna się problem, bo Rafał nagle stracił wenę. Tak po prostu. Wcześniej twierdził, że w takim miejscach jak Kazimierz najlepiej się tworzy. Jak widać się mylił, bo odkąd przyjechaliśmy nie namalował jeszcze nic. Chodzi bez celu po mieście, ciągle nad czymś myśli. Nie może znaleźć sobie miejsca. Ja rozumiem, że może mieć chwilowy kryzys, ale nas na ten jego kryzys to teraz nie stać. A nasze skromne oszczędności powoli się kończą. Staram się malować i sprzedawać to co już namalowałam, z różnym skutkiem. I tak z ciężkim sercem  stwierdziłam, że czas schować dumę do kieszeni i poszukać pracy. Tak przynajmniej na jakiś czas. Rafał nie chce o tym słyszeć.

Twierdzi, że na etat się nie nadaje, że chce być wolny i żyć z tego co przynosi mu przyjemność. Czyli z malowania. Ale jak żyć z malowanie kiedy się nie maluje?

- Ale teraz nie malujesz! - wczoraj wybuchłam. Już miałam dość obchodzeni się z nim jak z jajkiem.

- Bo mam chwilowy kryzys - odburknął i zapatrzył się w okno. - Muszę się przyzwyczaić do tego miasta.

- To przyzwyczajaj się szybciej! - nie dawałam za wygraną - nas na twoje kryzysy nie stać. Jak będziesz sławnym malarzem to będziesz mógł mieć kryzysy, ale nie teraz.

Nic nie odpowiedział, wstał i wyszedł z domu. Taki już był. Uciekał przed odpowiedzialnością. Westchnęłam i postanowiłam na drugi dzień pójść i zapytać się o pracę do pobliskiego spożywczaka. Na szybie wisi ogłoszenie, że potrzebują ekspedientki. Nigdy nie pracowałam w sklepie. W czasie nauki żyłam ze spadku po rodzicach. Czasami udało mi się sprzedać obraz. Teraz zostały mi już tylko obrazy i Rafał, który nie może się odnaleźć. Kochałam go, bo potrafił być fantastycznym człowiekiem. Bardzo przystojny, szczupły brunet i orzechowych oczach od razu skradł moje serce. Jest człowiekiem pełnym pasji, pięknie maluje, umie zobaczyć piękno tam, gdzie inni tego nie widzą. W jego oczach czuję się piękna chociaż nie jestem idealna. Jemu również dużo do ideału brakuje. Za to pasujemy do siebie idealnie. On marzyciel chodzący z głową w chmurach. Całkowicie zakręcony na punkcie swojej pasji. Ja trochę twardziej stąpam po ziemi. Cóż, musimy przetrwać ten jego artystyczny kryzys i znowu wszystko wróci do normy. Muszę w to wierzyć. A jutro, jutro jednak zapytam o tę pracę. Trudno z czegoś trzeba żyć!



sejf

Copyright © Stare Pianino